O nas

22.10.2009
Witam wszystkich serdecznie.
Przyszedłem na świat 2 czerwca 2009 roku.
Chyba mam na imię Linux, bo tak najczęściej na mnie wołają. Choć zdarza się, że mówią: pirat, gangster czy potworek. Zupełnie nie wiem o co im chodzi :):)
Moje pełne imię, podejrzałem w metryce, to My Best Friend Linux z hodowli Forest Land Chilabo.
Jestem rasy border collie, sądząc po mojej nieustającej chęci do aportowania i nauki coraz to nowych sztuczek.
Podobno jestem tri merle, choć przyznam, że w lustro spoglądałem tylko raz i bardzo przestraszyłem się tego jegomościa.
W chwili obecnej mam 4,5 miesiąca dlatego jeszcze jestem troszkę strachliwy.
Ciężko jeszcze powiedzieć, co chciałbym robic w przyszłości, bo jeszcze wszystkiego nie spróbowałem. Na razie mogę powiedzieć, że frisbee jest super, agility też (choć na razie głównie tunel testuję :)), piłeczeki , patyczki i wszystko za czym da się pobiec. W domu uwiebiam przeciągać się szarpakiem z Panią i prosić, by mi go rzucała.

Mam starszą "siostrę" o imieniu Sabcia, z która mieszkam. Ma ona ok. 5 lat i została przygarnięta przez naszą Panią ponad rok temu. O swojej przeszłości nie chce mówić, dlatego już nie pytam. Podobno na początku bała się wszystkiego i wszystkich, nie wiedziała co to zabawa i miała bardzo smutne oczy. Tak mówi nasza Pani. Kiedy pojawiłem się w domu, Sabcia przez pierwsze dwa dni udawała, że mnie nie widzi. Było to dość trudne, ponieważ wciąż chciałem się z nią bawić i podgryzałem ją. I tak mi zostało :). Udało nam się przełamać lody i w tej chwili nie mozemy bez siebie żyć, nawet pozwala mi kłaść się na jej pontonie do spania i przytulać do siebie. I bawi się ze mną i też podgryza. Dumny jestem z niej, że tego się ode mnie nauczyła :). A właśnie... jeszcze nie powiedziałem jak ona wygląda i jaka jest. W ogóle to nie jest podobna do mnie. Prawie cała jest czarna, tylko łapy i troszkę pyszczek ma brązowy. Póki co jest troszkę większa ode mnie, ale to się, mam nadzieję, zmieni. Sabcia ma ogromne serce. Nie poznałem jeszcze drugiego takiego psiaka, który by miał w sobie tyle miłości, co ona. Bardzo często jest przytulana przez nasza Panią.

Mam jeszcze rodzeństwo, które jest naprawdę do mnie podobne! I to całkiem liczna gromadka, bo aż 4 braci (Andy, Bliss, MC, Master) i 1 siostrę (Frajda). Do tego jeszcze wraz ze mną do Wrocławia przybyli: Master i Bliss, w związku z czym "miasto spotkań" stało się jeszcze bardziej "zapleśniałe" :).

Tajemnicza do tej pory nasza Pani ma na imię Ania i jest bardzo kochana. Chodzi ze mną i z Sabcią na długie spacery każdego dnia, choć często pogoda temu nie sprzyja i bardzo marznie w łąpy. Na spacerach rzuca mi patyki i piłeczki, no i dyski, choć nie trwa to długo, bo mówi, że razie mi nie wolno. Sabci rzuca znacznie mniej, bo ona najbardziej lubi wszystko wąchać na dworze. Za to rozkręca się jak chodzimy na spacery z moim bratem i jego rodziną. Tak więc Ania nas zabiera na treningi z posłuszeństwa, gdzie uczymy się, kiedy nasz zad ma być na ziemi i jak dostać przysmak. Chodzimy też na treningi agilityi frisbee, choć na tym ostatnim to czasem Ania się dokształca, a nie ja. Do tego Pani daje nam w domu przepyszne jedzonko, do którego coś dodaje by nasza sierść była piękna, a stawy mocne i zdrowe. No i zabiera nas w różne ciekawe miejsca. Dzięki niej polubiłem pływanie wpław, na desce surfingowej, kajakiem no i żeglowanie. Jedno jest pewne - Ania kocha nas nad życie. I my ją również.

15.11.2009
Wymieniłem wszystkie ząbki! Już nic mnie nie swędzi i nie boli w pyszczku. A jakie bielutkie są!

02.12.2009
Skończyłem pół roku!!! Już nie boję się patrzeć w lustro. Okazuje się, że brązowy kolor mam już prawie wszędzie: cały ogon od spodu, na uszach, pyszczku i łapach :) Obecnie moim ulubionym zajęciem w domu jest obserwowanie cieni, a na dworze łapanie liści :)

15.12.2009
Zrobiłem sobie bilans półroczny i wyszło, że ważę 13kg i mam 49 cm w kłębie. Ciekawe ile jeszcze mi przybędzie tu i tam :)

31.12.2009-01.01.2010
Razem z Sabcią spędziliśmy Sylwestra na Ślęży:) Było mnóstwo śniegu, ludzi i fajerwerków :) Było super!
11.01.2010
Od mniej więcej miesiąca podnoszę mogę przy załatwianiu pewnych potrzeb, ale dziś zaznaczyłem swoje pierwsze drzewo! Moja pani chyba nie jest zbyt zadowolona z tego powodu... Coś mówiła pod nosem, że strach będzie mnie zabierać na działki do rodziny. Muszę z nią o tym porozmawiać :)
17.04.2010
Miałem pierwszą w życiu profesjonalną sesję zdjęciową plenerową wykonaną przez: http://pracowniafotografika.com/ Sabcia i Ania skorzystały z okazji i zrobiły sobie "babskie" fotki również :)
Link do strony, na której ukazały się wybrane zdjęcia: http://animalmedia.pl/
24.04.2010.-25.04.2010
Razem z moją panią pojechałem do Czeladzi na zawody agility, by zobaczyć co mnie czeka w niedalekiej przyszłości. Sprawdziłem też jak się chodzi i skacze na wykładzinie... i okazuje się, że zupełnie inaczej niż na trawie. Cały weekend mocno mnie zmęczył, bo w hali było dość ciepło i niestety bardzo głośno. Dużo psów szczeka podczas startu. Zupełnie nie wiem, czym się tak ekscytują :) A przynajmniej jeszcze nie wiem :)
Krótka relacja z eliminacji do Mistrzostw Świata Agility 2010: http://www.youtube.com/watch?v=7hhy695ybXo

22.05.2010
Ja - Linux- rozpocząłem oficjalnie pracę w Fundacji Dogolandia. Tego dnia pierwszy raz musiałem stanąć na wysokości zadania, być grzecznym opanowanym Linuxem i zachować spokój na widok wielu przyjaznych rączek dziecięcych wyciąganych w moją stronę. I chyba mi się wszystko udało, bo Pani była ze mnie bardzo zadowolona. Nawet podsłuchałem jak mówiła, że dumna ze mnie jest :).

29-30.05.2010
Zadebiutowałem w zawodach frisbee we Wrocławiu (DCDC Wrocław 2010), które odbyły się w Parku Południowym. Oczywiście debiutowałem razem z moją Panią, która bardzo się denerwowała, ze wyjdzie na środek ringu i cały układ zapomni, przewróci się albo ucieknie stamtąd. Na szczęście obyło się bez ofiar :). Ja dzielnie pomagałem Pani jak mogłem. Starałem złapać się jak najwięcej dysków i w ogóle poruszać się na ringu do muzyki :) Udało nam się zająć 9-te miejsce w kategorii Young Dogs. I to chyba było całkiem dobre miejsce, bo Pani bardzo się cieszyła, bardzo mnie chwaliła i znów mówiła wszystkim, że dumna ze mnie.


02.06.2010
Skończyłem dziś rok! Jak ten czas szybko mija... podobno jestem już dorosły, choć wcale się jeszcze taki nie czuję. Nadal najważniejsza jest piłka, frisbee i szarpak :) Choć przyznam, że coraz chętniej przychodzę do łóżeczka na poranne "mizianko" z Panią, zdarza mi się tez zasnąć na kanapie,a nie tylko na przyjemnych, chłodnych kaflach... czyli można powiedzieć, ze starzeję się :),  w sensie dojrzewam :). Z okazji naszych pierwszych urodzin życzę mojemu rodzeństwu dużo miłości, wspaniałych kości i rozrywek aportowych do woli ! Przy okazji się pochwalę prezentami: wielką czerwoną piłką, w którą mogę grać w nogę - od mojej Pani, mniejszą czerwoną piłką na sznurku - od cioci Asi i wspaniałymi gryzakami - od obu dziewczyn :).. no i całym mnóstwem ciepłych życzeń. Za które serdecznie dziękuję!

3.07-12.07.2010
Wraz z Sabcią i Pańcią byłem na obozie szkoleniowym "Letnia przygoda z psem" (organizowanym przez Fundację Na Rzecz Psów Pracujących PSI RATOWNICY) w Lginiu. Nasz "psi" podobóz stacjonował tuż przy obozie harcerskim Cichociemnych z Brzegu Dolnego. Co dzień mieliśmy zajęcia z dziećmi: gry terenowe, zabawy i zajęcia edukacyjne. Oprócz tego brałem udział w zajęciach z pracy wodnej i węchowej. I muszę przyznać, że bardzo mi się spodobało! Podsłuchałem, że szybko się uczę, mam ogromny zapał do pracy i dobrze słucham tego co mówi przewodnik. Jak to przewodnik? Pańca jest pańcą, a nie jakimś przewodnikiem! Ogromnie mi się podobał wyjazd, odkryłem, że mimo małej postury i niewielkiej wagi mogę konkurować z wielkimi, przesympatycznymi niufami czy berneńczykami. Jak mówi moja Ania jestem wielki sercem i umysłem :). I mówi to w taki sposób, że wiem, iż jest ze mnie bardzo dumna. Nie mogę też narzekać na brak wolnego czasu. Razem z Sabcią urządzaliśmy sobie gonitwy po lesie przez co podobno po obozie strasznie brudni byliśmy:) Muszę w tajemnicy dodać, że Saba uskuteczniała codziennie samotne wędrówki na teren obozu harcerskiego w celach miziania, głaskania i przytulania Jakby mało jej było oficjalnych zajęć z dziećmi :) Mnie one trochę przerażały w takiej ilości, ale jak podchodzili do mnie małymi grupkami to wiłem się z radości jak prawdziwy border...
Było bardzo kameralnie - garstka nas i jeszcze mniej człowieków. Wspólne wieczory, rozmowy, gitara, śpiew i prażynki :)
Było tak wspaniale, że przedłużyliśmy pobyt o dwa dni :)
17.07-25.07.2010
W tym samym składzie, jak to powiedziała moa ciocia Magda S. "rzutem na taśmę", pojechaliśmy na kolejny obóz organizowany przez Psich Ratowników - "Człowiek i pies - idealny team", tym razem do Lubrzy. Tutaj miałem okazję kontynuować swoje nowe powołanie, bycie wodnikiem szuwarkiem :), czyli trenować ratownictwo wodne. Do tego odwiedziła nas dwukrotnie tam GRS z Żar i wraz z nimi mieliśmy treningi z poszukiwań w terenie. Podobno zebrałem mnóstwo pochwał w obu tych dziedzinach od różnych osób, ale nie czuję, żebym od tego urósł choćby o 1 cm :) Do tego prawie codziennie ćwiczyliśmy z Ania na torze agility różne skomplikowane układy przeszkód oraz te nieszczęsne "strefówki", które już prawie rozumiem. A muszę pochwalić moją Panią, ponieważ prowadziła normalnie zajęcia z tego trudnego sportu, jakim jest agility i próbowała wyjaśnić różne zawiłości z nim związane.
Ten obóz był znacznie większy od poprzedniego i pod względem psów, jak i człowieków przez co już nie mieliśmy tyle swobody w bieganiu. Ale w końcu odrobina dyscypliny nikomu nie zaszkodzi :) Ludzie bardzo sympatyczni, pozytywnie zakręceni, zjechali z całej Polski. Mieliśmy wiele wieczorów i nocy na długie rozmowy przy ognisku i piwku :)
Odkryłem świetną zabawę: wskakiwanie i zeskakiwanie z pontonu, potem się okazało, że może też to być materac, kajak... cokolwiek co pływa. Życie jest piękne :)La la la :):):)
I jeszcze muszę się czymś pochwalić. Pod koniec obozu, w trudnych warunkach pogodowych, startowałem w zawodach z pracy wodnej i uwaga - w grupie zaawansowanej. I zająłem 3 miejsce (37/40 pkt), gdzie psy, które zajęły 1 i 2 miejsca mialy 38/40 pkt i były niufami!!! A zadania nie były proste (1 na lądzie, 3 w wodzie), z czego dwóch wodnych w ogóle nie zdążyłem przetrenować. Wydaje mi się, ponieważ Ania we mnie mocno wierzyła, ani przez chwilę nie dała mi odczuć, że jestem mniejszy czy słabszy. Wręcz przeciwnie, jak tak pomyślę, to ona właściwie cały czas myśli, że poradzę sobie ze wszystkim, że razem sobie poradzimy...
Była taka sytuacja w ostatni weekend, że namiot zaczął nam przemakać, był środek nocy, niebardzo było kogo prosić o pomoc. Zapadła szybka decyzja i wszyscy troje wylądowaliśmy w samochodzie. I chociaż Ania mogła pójść spać w bardziej komfortowych warunkach, to ani przez moment nie pomyślała, by nas zostawić. Zrobiłą nam wygodne posłania i mówiła spokojnym głosem, że nic się nie dzieje złego.
Myślę, że ten obóz uświamomił nam, że naprawdę jesteśmy idealnym teamem.

sierpień 2010
Moja pańcia została współpracownikiem Fundacji Psi Ratownicy, a tym samym ja wraz z Sabcią również. Podobno mamy być bardzo dumni z tego powodu (tak mówi pańcia), więc jesteśmy :)

01.09.2010
Mam zostać psem ratowniczym. Chodzimy z Anią na treningi do jednostki przy OSP Siechnice (Dolnośląska Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza).

październik-grudzień 2010
No i trenujemy sobie. Idzie nam świetnie, nie chwaląc się. Tak przynajmniej moja pani twierdzi, bo wciąż mnie chwali i mówi, że dumna ze mnie okropnie. Ćwiczymy poszukiwania w terenie i na gruzach. Lubię jedno i drugie, choć do gruzów to mam sentyment. Uwielbiam wysokość, kamienie, nierówną nawierzchnię. To może jednak w poprzednim życiu byłem kozica a nie wydrą?
Podobno mamy świetnie zrobioną zabawę, cokolwiek to znaczy, bo przecież całe moje życie to jedna wielka świetna impreza :) Najważniejsze, że coraz lepiej pracuję nosem i zmieniło mi się myślenie. Kiedyś najpierw patrzyłem, wypatrywałem, no w końcu borderem jestem. To co mam się ograniczać:) No i wysyłanie kierunkowe mamy zrobione super, zupełnie przypadkiem , bo Ania bawiła się ze mną często w ten sposób od szczeniaka.

30.10.2010
Zdawałem wraz z Sabcią egzamin w Fundacji Dogolandia na psa nadającego się do pracy z dziećmi. Poszło nam całkiem nieźle, a nawet super :) Zdawałem w klasie wizytującej i uzyskałem 42 na 45 możliwych punktów. Sabcia zdwała w klasie terapeutycznej i uzyskała 49 na 51 możliwych punktów. To chyba świetny wynik :) U Sabci to się można było spodziewać tego, ale po mnie? Ale jakoś nasza pańca mnie ogarnęła.
Comments